O nazwach, nazwiskach i przezwiskach w Wąchocku

Jakiś czas temu przeglądając internet, natknęłam się na nr 2 czasopisma Język Polski z przełomu marca/kwietnia 1949 roku. Jest w nim ciekawy artykuł dotyczący nazw, nazwisk i przezwisk w Wąchocku. Wydał mi się on na tyle interesujący, że przytaczam go w całości. Oryginał natomiast można przeczytać tutaj.


17734O nazwach, nazwiskach i przezwiskach w Wąchocku (Świętokrzyskie)

Stare miasteczko Wąchock leży w powiecie iłżeckim nad rzeką Kamienną na trakcie bitym i kolejowym, wiodącym z Sandomierza na północ. Siedziba niegdyś cystersów, w r. 1454 Wąchock uzyskał przywileje miejskie, ale nie zdołał się rozwinąć szerzej. Ludność, której dzisiaj jest około 4.000, żyła głównie z rolnictwa, później też z rzemiosła, przewozów i handlu, wreszcie z pracy w starachowickich zakładach przemysłowych oraz w warsztatach kolejowych w Skarżysku-Kamiennej. Pod wpływem uprzemysłowienia zmieniają się warunki i stosunki. Dlatego warto może zanotować pewne rzeczy z dziedziny językowej, bo za kilka czy kilkanaście lat inaczej już prawdopodobnie wszystko będzie wyglądało. Np. sama nazwa miejscowości. Że się nazwy na -cko i -ck wahały, wiemy z pracy St. Rosponda (Lud Słowiański, II A, 1931, zwłaszcza s. 137 i 152-3). Wg niego postać Wąchock mamy w dokumentach z lat 1218 do 1329 7 razy, Wąchocko (typ szerzący się z Wielkopolski) z lat 1354-1571 5 razy. To -cko utrzymało się u starych ludzi do 2. dziesiątka lat bieżącego wieku i dziś się już tego końcowego -o nie słyszy.

Nazwiska w Wąchocku mają charakter typowo mieszczański, tzn. nie widzi się wśród starych rodów tutejszych nazwisk pochodzenia szlacheckiego lub chłopskiego. Są Wieczorscy, Kaczmarscy, Karykowscy, Nagłowscy, Banaczkowscy, Łyżwińscy, Grzywaczewscy, Woskowicze, Fiutowscy, Kowalscy, Zimkiewicze, Wrońscy, Rybiccy, Markiewicze, Marczewscy itp. Formy żeńskie nazwisk — kobiece i dziewczęce — a także formy chłopięce są dotąd w języku potocznym rozróżniane i przestrzegane. A więc np. Wieczorski i Wieczorska — to małżonkowie — ich córka — Wieczorszczanka, a syn — Wieczorszczyk. Na żonę Zimkiewicza lub Pawełczyka nie można powiedzieć pani Zimkiewicz, lub pani Pawełczyk, w poczuciu tutejszego ogółu brzmiałoby to śmiesznie. Zimkiewicz, Pawełczyk — to może być tylko mężczyzna, kobieta — Zimkiewiczowa, Pawełczykowa, dziewczyna albo bardziej urzędowo Zimkiewiczówna, Pawełczykówna, albo po prostu Zimkiewiczka, Pawełczyczka1)Dziś urzędy w całej Polsce nie rozróżniają już w oficjalnych wystąpieniach przy nazwiskach, niekończących się na -ski i -cki, mężczyzny od kobiety. Za aktami urzędowymi zaś idzie prasa i szkoła oraz język ludzi miejskich, a dalej – miasteczka i wsie. Do niedawna występowało jeszcze zjawisko zastępowania niektórych nazwisk imionami, zwłaszcza gdy o tym samym nazwisku było kilka rodzin, a imię było rzadko używane. Oto np. dwie rodziny Wieczorskich: głową jednej był Bonawentura, drugiej: Zachariasz. Pierwszego więc zwano pospolicie Bonek, jego żonę — Bonkowa, syna — Boneczek, córkę — Bonkówna (Bonkówka); wszystkich bez stosowania nazwiska. Drugi był znany powszechnie jako Zachej, żona — Zachejowa, syn — Zachejek, córka — Zachejówna (Zachejka). Wśród kilku Nagłowskich jednemu było Marian i zwano go więc Marianek, jego żonę — Mariankowa, syna — Marianeczek, córkę — Mariankówna (Marianeczka). Jednemu z Karykowskich — Mateusz; został Matusem, żona — Matusową itd. Był młynarz o nazwisku Frydrych, trudnym do zapamiętania i wymawiania; a że nosił imię Tomasz, był dla wszystkich Tomkiem i tylko w urzędowych papierach figurował jako Frydrych.

Inne rozróżnianie osób o tym samym nazwisku czyniło się przez dodawanie zawodu albo miejsca zamieszkania lub wady organicznej, czy wreszcie imienia albo przezwiska. Był więc Karykowski Szewc, Kowalski Zza Rzeki, Kowalski Kulawy i Kowalski Wicek; był Nagłowski, przezwany Kimlem, drugi — jak wyżej — Marianek, trzeci Wojtek i jednego z Woskowiczów ochrzczono Jackiem (choć mu było Antoni), inny był Stolarz, jeszcze inny Z Rynku; był Gizowski Ślepy, a jeden z Banaczkowskich — Wicuchna. Przezwiska, jak Kimel, Jacek albo Rosica (jeden z Fiutowskich), Klupa (jeden z Siewierskich), Watówka (jeden z Kowalskich), Kopystka (jeden z Grzywaczewskich), Bieda (jeden z Gładyszów), Indianin (jeden z Zimkiewiczów), Kusy (jeden z Erbelów), Bródka (jeden z Nowakowskich), Czerkies (jeden z Perchelów), Karuzela (Wójcik) uważano za ubliżające. Tak samo niektóre skróty nazwisk, ale tylko niektóre. Nie godziło się np. na Kartasińskiego mówić przy nim Kartaś, na Banaczkowskiego — Banak czy na Badowskiego Bados. Nie raziło natomiast używanie zamiast Grzybowskiego Grzyb (Grzybowa, Grzybek, Grzybówna) albo zamiast Bzinkowskiego — Bzinek (Bzinkowa, Bzineczek, Bzinkówna). Odmiana takich nazwisk, jak Wróbel, Stępień, Kozieł czy Dąb, odbywała się i odbywa w sposób naturalny: Wróbla, Stępnia, Kozła, Dęba; Wróblowi, Dębowi — podczas gdy dziś w urzędach i wśród tzw. inteligencji miejskiej widzi się coraz częściej skłonność do mówienia i pisania: Wróbela, Stępienia, Kozieła, Dąba, co w wąchockim społeczeństwie wyśmiano by i wyszydzono jako dziwactwo. Również w sposób normalny odmieniało się tutejsze nazwisko Wypchło: byłem u Wypchły, pożyczyłem pieniędzy Wypchle, rozmawiałem z Wypchłą; żona Wypchły to była Wypchłowa, córka — Wypchlanka. W Warszawie zaś nie uchodzi za błędne nieodmienianie nazwisk na –o2).

W swoisty sposób określano też dawniej nazwy niektórych ulic. Tę, co prowadzi w stronę Starachowic, zwano ku Starachowicom, co w stronę Rataj — ku Ratajom, w stronę Mirca — ku Mircu, w stronę cmentarza ku cmentarzowi itd. Poza tym była ulica Tatarska, Świńska (gdzie były jarmarki na świnie), ul. Kurza. Dziś jest ul. Starachowicka, Sandomierska, Langiewicza, Kolejowa, Wielkowiejska, Cmentarna i in.; nie ma już ul. Świńskiej ani Kurzej, nie ma Tatarskiej. Jedno z przedmieść nosi prastarą i niejasną nazwę Bugaj. Za Bugajem, w pobliżu dzisiejszego lasu, są Kozaki, co pochodzi od pewnego gatunku grzybów. Inne przedmieście nazywa się Wygoda i leży przy trakcie od strony Starachowic; był tu zajazd, nazwany Wygodą. Jedno z pastwisk, położone tuż pod miasteczkiem, nazywa się Nowe Miasto, co się chyba wywodzi stąd, że próbowano tu (może za czasów Staszica) urządzić jakiś zakład hutniczo-przemysłowy, na co wskazywałyby resztki żużlu po bokach pastwiska. Drugie pastwisko, na wzgórzach przy szosie ku Starachowicom, nosi nazwę Winne Góry; prawdopodobnie cystersi hodowali tu kiedyś winną latorośl dla swoich potrzeb. Trzecie zwie się Gadki, a obejmuje duże stosunkowo rozlewiska z krzakami, w których pleniły się zapewne różne małe gady. Łąki nad rzeką nazywają ludzie w jednym miejscu Łęg; w innym — Pod Cegielnią (z której dziś nie ma ani śladu); w trzecim — Kąty (jako że w samym kącie, tuż pod Starachowicami się znajdują); w czwartym — W Kępistej (chyba z powodu krecich kęp); w piątym W Grabiu. Poza tym są jeszcze (już nie nad rzeką) Setne Łąki, nazwane tak może dlatego, że dawały setną paszę, która i dziś uchodzi za najlepszą. Ważniejsze nazwy pól: 1) Pułanki, powstałe z dawnych łanów i półłanków; 2) Dąbrowa — po wykarczowanym lesie z dębiną, należącym kiedyś do cystersów, z którego do dziś drobny szczątek tylko został pod mianem Księżej Kępy; 3) Lipie; 4) Grodzisko; 5) W Strugach — od płynących tu strumyków wody źródIanej; 6) Za Leszczynami, gdzie do dziś są jeszcze resztki krzaków leszczyny; 7) Na Krzemienicy — nazwa od spotykanego tu drobnego kamienia krzemiennego; 8) W Kobylu. Itp. W takich nazwach, jak Dąbrowa, Księża Kępa, Lipie, Grabie, Leszczyny, Kozaki, widać ślady o wiele bogatszego niegdyś zalesienia tutejszej okolicy. W nazwach Wąchocko, Bugaj, Grodzisko — ślady bardzo dawnego osadnictwa. W stosowanych do dziś formach nazwiskowych — przykład zachowania rodzimego stylu w mowie i tego, co by można w pewnym sensie nazwać — właściwą melodią — języka polskiego.

1) Jeden z przybyszów z którejś wsi okolicznych nazywał się Kuźdup i żonę jego zwano Kuźdupowa, syna Kużdupek, córkę Kuźdupka. Zasada jest zasadą; w Wąchocku -ka było cechą nazwisk córek, nie żon.
2) Spotkałem, niedawno na korytarzu pewnego warszawskiego biura znajomego i pytam, co tu robi. – Szukam znajomej, która tu gdzieś pracuje. – A jak się nazywa? Może będę wiedział, w którym pokoju siedzi. – Cudna. Nie Cudny, Zofia Cudny. Jeśli to cudne nazwisko ma brzmieć w żeńskiej formie w ten sposób, to np. żona prof. W. Borowego powinna by się nazywać Borowy, podpisuje się zaś Borowa. W Wąchocku natomiast nazywano by ją Borowina, bo na ‚żonę gajowego’ mówią tam gajowina.

Piotr Banaczkowski, Język Polski nr 2, 1949 (marzec/kwiecień)