Przeszłość przez dziurkę od klucza, czyli listy przodków

Jestem szczęściarą, bo w naszym rodzinnym archiwum zachowało się sporo starych listów. Najstarszy pochodzi z kwietnia 1864 roku, najbardziej współczesny – z lipca 1914. Ostatnio, przy okazji skanowania ich na potrzeby tej strony, po raz kolejny je przeczytałam. Po lekturze doszłam do wniosku, że jest to trochę jak z obserwowaniem czegoś przez dziurkę od klucza. Uchylają one bowiem rąbka tajemnicy życia poprzednich pokoleń, jednocześnie wzmagając apetyt na więcej – przynajmniej u mnie.

Nie są to listy specjalnie wyszukane. Nie poruszają ważnych dla ludzkości tematów – ot zwykłe listy rodzinne opisujące codzienność, jakich zapewne wysyłano miliony zanim papierową korespondencję zastąpiły e-maile. Dają jednak wgląd w rozterki, problemy i radości tu i teraz moich przodków, nie tak znowu różne od tych w czasach dzisiejszych.

Są więc wśród tych listów laurki urodzinowe od dzieci – między innymi mojego pradziadka Edwarda Wieczorskiego – dla matki Ludwiki Wieczorskiej:

Laurka

Jestem pewna, że taka laurka, w 1884 roku wzruszyła matkę małego Edzia, tak samo jak dziecięca laurka wzrusza współczesną matkę. Bo tak naprawdę czegóż więcej potrzeba rodzicom niż zapewnienia o bezgranicznym przywiązaniu, otrzymanego od latorośli przy jakiejś specjalnej okazji, albo i bez niej.

Listy, oprócz opisu codziennych problemów wplatają między słowa ważniejsze informacje, dając świadectwo dramatom ówczesnym czasów:

(…) Jest bardzo źle i już nic dobrego nie należy się spodziewać,  gdyż formalnie wojna wypowiedziana Rosji przez Prusy. Nauczycieli biorą. Jeszczem nie stawał do poboru (…), więc proszę Cię na miłość Boską nie martw się i dbaj o swoje zdrowie.”

Wojna

To ten sam Edzio – teraz już  Edward w liście z 1914 roku do swojej żony, a mojej prababki – Sabiny Wieczorskiej z domu Szwed.

I na koniec list, który zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Jest to list Antoniego Adamskiego do szwagierki Ludwiki Wieczorskiej z 1890 roku:

Kochana Siostro!
Tłusty tydzień nadszedł – mam wielką chęć i apetyt zjeść pączków, a u was jest szmalec to wam łatwiej usmażyć (…).
Oczekuję z apetytem owych pączków i całuję was wszystkich serdecznie.”

Paczki

No i jak tu nie solidaryzować się z panem Adamskim  w sprawie pączków…? Na samą myśl o nich ślinka leci ;).

Czas biegnie nieubłaganie, czasy się zmieniają i wydawałoby się, że nasze życie i problemy są kompletnie odmienne od tych trapiących naszych przodków. Czy oby na pewno? Oczywiście wkraczają w naszą rzeczywistość rzeczy i sprawy, które dla poprzednich pokoleń nie istniały, ale generalnie codzienność, zwłaszcza w obrębie rodziny, aż tak bardzo się chyba nie zmieniła. Nadal martwimy się głównie o dzieci, zdrowie i pieniądze, a cieszymy z narodzin i sukcesów naszych najbliższych. Osobiście żałuję tylko, że nie piszemy już listów, a przynajmniej nie tyle co nasi przodkowie…