Jak to jest z moją łaciną?

Za każdym razem kiedy przeglądam ‚u Mormonów’ interesujące mnie księgi, w pewnym momencie mojej wizyty pojawia się pytanie – czy znam łacinę? Pytanie pojawia się poniekąd dla podtrzymania konwersacji, ale warto się też nad nim zastanowić. Hmmm… czy znam…? – nie, nie znam, ale również znam na tyle, aby wpisy w księgach bez większego problemu odczytywać :).

Za Wiki: ‚Łacina jest językiem wegetującym – nie podlega zmianom we fleksji i słownictwie typowym dla języków żywych, bo nie jest już ona dla nikogo językiem ojczystym. Jej znajomość jednak nie wygasła i nadal się ją stosuje. Do XVIII wieku łacina była używana powszechnie w Europie jako język komunikacji międzynarodowej, nauki, kultury i sztuki. W Polsce była językiem urzędowym do rozbiorów.’

Znam zatem łacinę na tyle, aby odczytywać stare akty – kilka słów i zwrotów, zapis dat i kilka końcówek. Metryki wyglądają zazwyczaj bardzo podobnie, ponieważ były budowane na z góry ustalonych schematach i posługiwały się ustalonymi formułkami. Poza tym niektóre słowa mogą się nam wydać znajome z innych języków – hiszpańskiego, francuskiego czy włoskiego. Wystarczy więc nauczyć się pewnych podstaw, lub mieć na podorędziu słowniczek z podstawowymi zwrotami genealogicznymi, jakich w internecie jest zatrzęsienie. Inną sprawą jest możliwość odczytania zapisu. Niestety niektórzy duchowni bazgrali jak przysłowiowa ‚kura pazurem’, a same księgi metrykalne są w opłakanym stanie… Nie pozostaje nam wtedy nic innego, niż cierpliwie, drogą dedukcji i porównywania przeanalizować zapisy i wyciągnąć odpowiednie wnioski.